Blog Image

18 stycznia 2019

JAK UBRAĆ DZIECKO NA ZIMOWY SPACER I NIE ZWARIOWAĆ

O tym, w co się bawić z dzieckiem podczas zmiany pieluszki, aby pozwoliło nam spokojnie to zrobić, pisałam już <a href="http://www.bawicsiejestpieknie.pl/post/zabawy-przy-zmianie-pieluchy/" style="color: blue" >tutaj</a>. Wiem jednak, że wielu rodziców ma też problem z ubieraniem małych dzieci do wyjścia z domu, zwłaszcza w chłodne dni, gdy na małą pociechę trzeba założyć kilka ciepłych warstw. Problem dotyczy raczej tych maluchów, które potrafią już przynajmniej czworakować i nie podoba im się dłuższe pozostawanie w jednym miejscu. Doskonale to rozumiem, bo i moja córka nie była fanką ubierania na cebulkę, a raczej zakładania czegokolwiek poza bodziakiem i spodenkami ;) Reagowała płaczem na próby zakładania wszelkich ubrań wierzchnich. Natomiast zupełnie nie rozumiem, i chyba nigdy nie zrozumiem, podejścia rodziców, z którym spotkałam się na jednym z forów rodzicielskich. W odpowiedzi na pytanie pewnej mamy o sposoby na dziecko nie dające ubrać się na zimowy spacer, wypowiedziało się sporo mam, które nie udzieliły porady, ale wręcz śmiały się z tego, że ich dziecko płacze przez cały czas ubierania i tak jest zawsze i że mają masakrę z tymi dziećmi, więc ogólnie jednoczą się w bólu, bo trzeba to przetrwać, może kiedyś minie. Ktoś wspomniał, że przez to prawie nie wychodzi ze swoim dzieckiem z domu w okresie jesienno-zimowym :( Osobiście uważam, że problemy są po to, żeby je rozwiązywać. Czasem nie uda się od razu, trzeba używać różnych sposobów i zmieniać je, jeśli nie działają, ale nie wyobrażam sobie nie próbować i po prostu patrzyć na płaczące dziecko (czy śmiać się z tego!). Nie wyobrażam sobie tego nie tylko ze względu na dobro dziecka, ale również przez wzgląd na zdrowie psychiczne rodzica :) W związku z tym i ja wytrwale szukałam sposobu na to, jak skutecznie ubierać Alę na spacer, by uniknąć jej sprzeciwu. W końcu chyba się udało :) Zdarzają nam się jeszcze nieliczne niezadowolone wyjątki, na które szukamy rozwiązania na bieżąco. Poniżej przedstawiam sposoby, które nam znacznie umiliły wychodzenie z domu w chłodne dni, a nawet uczyniły je ciekawym dla dziecka :) Generalnie chodzi o to, żeby zrobić z tego zabawę :) **POGODNY NASTRÓJ UŚMIECH I POZYTYWNE NASTAWIENIE** To kluczowe – wierzyć, że tym razem nam się uda :) Uśmiechnąć się i zarazić uśmiechem dziecko. Postaraj się wprowadzić je ( i siebie ;) ) w dobry nastrój. Nie chodzi o to, żeby urządzić super zabawę, której Twoja pociecha nie będzie chciała przerwać i efekt będzie odwrotny – płacz z powodu wyjścia z domu. Raczej o miłe czynności przed i w trakcie ubierania. Przykładowo. Zazwyczaj wychodzimy z dzieckiem po posiłku. Moja Ala np. bardzo lubi myć zęby, więc zarówno sam posiłek, jak i nasz mały rytuał związany z myciem zębów (który opiszę w osobnym artykule) są tymi przyjemnymi czynnościami. Dodatkowo do ubierania często włączamy **muzykę**, dzięki której robi się jeszcze bardziej wesoło :) **NAJPIERW TOALETA RODZICA** Ubrane dziecko niechętnie czeka na rodzica, który ma przed wyjściem jeszcze coś do zrobienia. Łatwiej jest mi zająć czymś Alę na chwilę tuż po wprowadzeniu miłego nastroju, niż gdyby była już całkiem ubrana, a ja potrzebowałabym jeszcze skorzystać z toalety. Wkładam więc ją na kilka minut do łóżeczka (może to też być kojec, chodzi o bezpieczne miejsce, w którym dziecko przemieszczające się, może zostać na chwilę samo). Ala najchętniej zajmuje się wtedy oglądaniem książeczek, zwłaszcza z wizerunkami zwierząt lub małych „dzidzi”. W tym czasie ja korzystam z toalety i ubieram się do wyjścia jeszcze bez odzieży wierzchniej i butów. Pakuję też wyjściową torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami dla dziecka (chodzi tylko o spakowanie, ewentualne przekąski muszą zostać przygotowane wcześniej, żeby dziecko nie zdążyło przejść w „stan niecierpliwości” ;) ). Tak przygotowana wyciągam córkę z łóżeczka. **BEZUSTANNE MÓWIENIE DO DZIECKA** Przez cały czas przygotowań do wyjścia z domu, mów do swojego dziecka i odpowiadaj na jego pytania (nawet jeśli to tylko: „tam?”, „teń?”, „mama?” „tata?”). W ramach swoich opowieści: - informuj o czynnościach, które wykonujesz; - nazywaj części ubioru; - nazywaj części ciała; - znajdź proste hasła, które będą pozytywie kojarzyć się dziecku ze spacerem (Alę zafascynowały buty same w sobie oraz zakładanie czapki, zatem, gdy zapowiadam jej, że idziemy na spacer, wystarczy, że dodam, że zakładamy „czapę” i „buty”, a ona już zadowolona zmierza w stronę przedpokoju :) ); - opowiadaj o tym, co zobaczycie na spacerze (pieski, ptaszki, inne dzidzie ;) ). Jest to bardzo pomocne, a wręcz kluczowe w utrzymaniu dziecięcej uwagi i zaciekawienia. **WSPÓLNE SMAROWANIE BUZI KREMEM** ![ubieranie dziecka](/static/images/post_17/1.jpg) Jeśli jest taka potrzeba, najpierw zmieniamy jeszcze pieluszkę czy ubranka. Potem wspólnie smarujemy buzię kremem. Ala kiedyś nie lubiła być smarowana i mogłam to zrobić tylko w czasie jej drzemki (ale wtedy była maluchem, którego zabierałam na spacer „na śpiocha” ;) ). Potem przestała tak zasypiać, ale za to bardzo interesowało ją to, co ja robię z kremem. Uznałam, że pod moją opieką przecież go nie zje, a nawet, gdyby zdarzyło jej się szybko oblizać palec z delikatnym kremem dla dzieci, to także nie powinno jej to zaszkodzić. Okazało się, że zazwyczaj zadowala ją już samo dotknięcie paluszkiem dziurki, z której wydostaje się krem. Wyciskam go tylko tyle, by mógł dotknąć jej paluszka (czyli ok. ¼ mm). Jest wtedy bardzo zadowolona i za moim przykładem zaczyna smarować swój i mój nos, policzki, a przy okazji pozwala mi na posmarowanie całej swojej buźki :) Oczywiście cały czas do niej mówię, informując, co po kolei smaruję, dziękując, że posmarowała mnie, uprzedzając, że musimy wycisnąć jeszcze trochę kremu, że ulubiona maskotka go nie potrzebuje, bo przecież ma futerko ;) No i jest zabawką :P Gadamy prawie cały czas :) **WSPÓLNE UBIERANIE SIĘ (RZECZ PO RZECZY)** Wysmarowane zaczynamy wspólne ubieranie. Po eksperymentowaniu z kolejnością zakładania ubrań stwierdzam, że najlepiej sprawdza się ta, kiedy ja szybko **założę swoje buty najpierw** – to zdecydowanie **przy ubieraniu dziecka w kombinezonik**. Przy kurtce, gdzie buty można zakładać, nie mając jeszcze kurtki na sobie (kombinezon niby też można założyć do połowy, ale jest to średnio wygodne), sprawdza się także ubieranie butów na przemian z dzieckiem. **Potem zakładamy szalik i czapę**. Ala szalik, mama szalik, Ala czapę, mama czapę. Na początku, już na tym etapie pokazywałam córce w lustrze, jak ładnie wygląda w czapce. Jeśli zakładam swoje buty wcześniej, daję już Ali czapkę i szalik lub buty do obracania w rączkach, próby samodzielnego zakładania, czy chociażby odpinania rzepów. **Następnie kombinezon lub buty**. Do ubierania butów najlepiej jest mi posadzić dziecko na swoich nogach. Pozwalam mu chociażby rozpiąć rzepy w bucikach, pokazując na jednym, jak to zrobić. ![ubieranie dziecka](/static/images/post_17/2.jpg) Czekam też na dalsze próby, a potem przejmuję bucik (moje jest jeszcze za małe, by potrafiło założyć zimowy but samo) i zakładam na nóżkę, pozwalając bawić się kolejnym. Jeśli jeszcze nie mam swoich, mówię, że teraz zakłada mama, bo ma swoje, duże buty i zakładam je szybko. **Czas na kurtkę**. Pytam Alę, którą rączkę da mi najpierw i gdzie jest dziura na rączkę. Często próbuje szukać jej sama. Gdy rączka przeciska się przez rękaw, mówię nasze „idzie, idzie… i… jest!”, a potem „udało się!” i całuję wystającą dłoń. Alę niezwykle to cieszy i od razu pokazuje na drugą rączkę, pytając czasem: „a teń?”. ![ubieranie dziecka](/static/images/post_17/3.jpg) Powtarzamy więc czynność (przy ubieraniu kombinezonika, to samo powtarzamy przy nóżkach, zaczynając od nich). Potem szukamy suwaka i gotowe :) Często w rękach jest już ulubiony pluszak, którego Ala przekłada z ręki do ręki, a ja muszę uważać, by nie przyciąć go zamkiem. Jednak dopóki córka współpracuje przy ubieraniu, nie przeszkadza mi, że go trzyma. **Na końcu zakładamy rękawiczki**. ![ubieranie dziecka](/static/images/post_17/4.jpg) Początkowo, gdy Ala absolutnie nie chciała mieć ich na rękach, odkładałam ten moment do czasu, aż była już wsadzona do wózka (jeszcze wewnątrz budynku) lub do chwili zaraz po wyjściu na zewnątrz. Bywało i tak, że przez pierwsze kilka minut spaceru nie chciała słyszeć o rękawiczkach, mówiąc „ne”, gdy tylko się z nimi zbliżałam i szybko cofając rączki. Nie zamierzałam z nią walczyć. Zazwyczaj po kilku minutach, gdy już zapatrywała się na otoczenie, a w rączki zaczynało być chłodniej, bez protestów wyciągała je do przodu, pozwalając założyć rękawiczki. Ubierając rękawiczki, zawsze szukamy paluszka (kciuka), który ma trafić w osobną przegródkę, co też bardzo Alę ciekawi. Doszłyśmy do takiej wprawy, że możemy już zakładać rękawiczki przed wyjściem z domu :) Ale potrzebowałyśmy na to kilku tygodni :) ![ubieranie dziecka](/static/images/post_17/5.jpg) Byłoby idealnie, gdybyśmy nie musieli się też spieszyć przed wyjściem z domu. Nie zawsze uda nam się sobie na to pozwolić, ale namawiam do luzu w tym zakresie. Ostatecznie dziecko jest najważniejsze i lepiej wyjść z domu 5 czy 10 minut później z zadowolonym maluchem, który samodzielnie zapiął rzepy w butach lub 20 razy spytał czy czapę zakłada się „tu”, wskazując swoją głowę, niż być gdzieś przed czasem z przestraszoną beksą. Koleżanka, z którą umówiłyśmy się na kawę, zdąży wybrać stolik i przejrzeć menu (potem kelner nie będzie musiał podchodzić 3 razy pytając, czy już może przyjąć zamówienie i odchodząc bez niego, bo my wciąż gadamy i nie zdążyłyśmy jeszcze zdecydować ;) ), a obiad u babci nie zdąży wystygnąć. Gorzej np. z wizytami u lekarzy, które są zaplanowane na konkretną godzinę. Ja zazwyczaj jestem 5 minut przed czasem. W większości przypadków i tak czekam jeszcze pół godziny, bo niemalże zawsze są opóźnienia (mowa o NFZ). Nie zapomnę miny zdziwionych rodziców w poczekalni, kiedy przyszłam z Alą na jedną z umówionych wizyt właśnie 5 minut przed czasem i okazało się, że wchodzę następna, a za mną jeszcze chyba piątka rodziców z niemowlakami. Każdy jednak miał wyznaczoną godzinę, więc poza zrobieniem niezadowolonej miny, nie odezwał się ani słowem. Ja świadomie nie dokładam swojemu dziecku kolejnych 30 minut czekania do standardowych opóźnień, co i Wam polecam ;) Nie namawiam do spóźniania się, ale do zwykłego wyluzowania. Wyjścia z małymi dziećmi rządzą się w końcu swoimi prawami. Bywa i tak, że gdy już „zapakujemy” dziecko w całe to zimowe, cebulkowe ubranko, na jego buzi maluje się ten jedyny w swoim rodzaju grymas, oznaczający, że w pieluszce właśnie zalazła się kupa… :) Wtedy patrz punkt pierwszy ;) Powodzenia!