Blog Image

28 października 2019

MAŁE DZIECI I EKRANY – NIEPOKOJĄCE POŁĄCZENIE CZ. I, WPROWADZENIE

Do napisania tego tekstu zbierałam się już od kilku miesięcy. W międzyczasie przeczytałam kilka mądrych doniesień, miałam okazję poobserwować dzieci z całej Polski na żywo oraz zapoznać się ze zdaniem niektórych internautów. Teraz czuję, że jestem gotowa, by najlepiej jak mogę, przekazać Wam swoje myśli. <br> <br> Technologia bardzo ułatwia nam życie. Wszędobylskie smartfony opanowały naszą strefę komunikacji. Cudownie, że mamy urządzenia, dzięki którym w dowolnym momencie możemy zobaczyć się i porozmawiać z bliskimi, oddalonymi czasem o setki kilometrów. Cudownie, że możemy zaoszczędzić czas, robiąc zakupy przez Internet. Cudownie, że w prosty i szybki sposób możemy być na bieżąco z ważnymi informacjami, które pozwalają nam np. w odpowiednim momencie skręcić, by pojechać objazdem w przypadku korków drogowych. O wspaniałości urządzeń z wyświetlaczami (zwłaszcza smartfonów i tabletów, ale też telewizorów) wypowiadają się także rodzice małych dzieci. Dzięki tym wynalazkom mogą spokojnie ogarnąć obowiązki domowe, a w tym czasie dziecko siedzi grzecznie, jak zahipnotyzowane i ogląda sobie bajkę. Tzw. „niejadkom”, które do posiłku zasiadają przed ekranem, rodzicom udaje się „wepchnąć” do buzi dodatkową porcję warzyw czy owoców i jak to mówią, „bez tego nigdy ich nie je”. Po prostu cudownie, cudownie, cudownie :) Chyba właściwie łatwo być rodzicem w dzisiejszych czasach. Biedne nasze mamy i babcie, jak one to wszystko ogarniały i godziły z pracą zawodową, skoro nie mogły po prostu wyświetlić nam bajki? <br> <br> Ale czy jesteście pewni? Jesteście pewni, że dla kilku lub kilkunastomiesięcznego dziecka, ekran to same korzyści? A może te korzyści płyną tylko dla nas, rodziców? Ok, mamy prawo do chwili wytchnienia, jednak może się okazać, że to, co teraz wydaje się być niezwykle wygodne i wręcz zbawienne, w przyszłości zaowocuje zachowaniem, z którym bardzo trudno będzie nam sobie poradzić. Naturalnie, wiadomo, że nikt z nas nie jest specjalistą od wszystkiego. Wychowując dzieci, mnóstwo czynności wykonujemy intuicyjnie i w wielu przypadkach jest to dobre dla naszych pociech. Niestety jednak nie zawsze. Nie musimy się tym jednak zbytnio martwić, bo mamy specjalistów, jakimi są m.in. naukowcy. Ci ludzie poświęcają często niemalże całe swoje życie, by sprawdzać najróżniejsze sytuacje, szukać najlepszych rozwiązań i dzielić się ze światem swoimi odkryciami – wszystko po to, by po prostu żyło nam się lepiej :) Mamy obecnie bardzo łatwy i bezpłatny dostęp do ogromnej ilości wartościowych badań, niejednokrotnie wystarczy kilka kliknięć, by znaleźć wiarygodne źródło informacji na dany temat, potwierdzone badaniami. I takie wykorzystanie technologii, to ja rozumiem :) Tego nie miały w swoim zasięgu nasze rodzicielki i ich poprzedniczki. Skoro masz telefon, to wykorzystaj go właśnie w celu przeczytania choćby jednych badań o wpływie ekspozycji niemowląt i małych dzieci (do 3 r. ż) na działanie urządzeń elektronicznych z wyświetlaczami. <br> <br> Trafiłam niedawno na wspaniałą książkę **„Prawa naturalne dziecka” autorstwa Céline Alvarez**. Celine pisze o tym, że człowiek uczy się przez to, że może **aktywnie** doświadczać i przewidywać, co się stanie, a jego inteligencja pozwala mu na wychwycenie różnicy między projekcją a rzeczywistością, tylko wtedy, gdy jest uważny i zaangażowany. W swojej książce powołuje się na swoje pedagogiczne doświadczenie zawodowe oraz wyniki mnóstwa badań naukowych. Na jej spostrzeżeniach i przykładach badań przez nią przywołanych oprę niniejszy artykuł. <br> <br> **Niedojrzały mózg człowieka** Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że wiele ssaków rodzi się z mózgiem dużo dojrzalszym od ludzkiego? Pozwala on im na komunikację, chodzenie i orientację w terenie zaledwie kilka godzin po narodzeniu. Okazuje się, że ta niedojrzałość człowieka, jest konieczna dla jego rozwoju, gdyż jest on zdolny w stopniu znacznie wyższym od pozostałych ssaków, do myślenia, wyobrażania sobie, kreowania i wprowadzania zmian. Gdyby rodził się z dojrzałą inteligencją, posiadałby ściśle określony zbiór kompetencji, prowadziłby bezpieczne i spokojne życie, ale bez żadnych skłonności do rozwoju. Wydaje się więc, że niebezpieczeństwa czyhające na dziecko, a związane z niedojrzałością jego mózgu, są w pełni kompensowane przez ogromne możliwości adaptacyjne, zapewniane przez tę samą niedojrzałość. Dzisiaj wiemy już, że środowisko ma wpływ na rozwój pierwotnego potencjału dziecka w znacznie większym stopniu niż geny. Jak pisze Céline Alvarez: Dzieje się tak dlatego, że mózg dziecka „okablowuje się” zgodnie ze swoim otoczeniem, które – w sposób pozytywny lub negatywny – oddziałuje na rozwój potencjału inteligencji człowieczeństwa. Jeśli by tak odwołać się do tego potencjału, posługując przykładem języka, to powiemy, że, aby mógł on (potencjał) zacząć się realizować, wrodzona predyspozycja do nauki języka musi „być karmiona” bogatym i różnorodnym językiem **od narodzin do trzeciego roku życia**. Tylko tyle ;) Nie potrzebujemy żadnych innych metod pedagogicznych. Żeby niedojrzałe ośrodki w mózgu mogły być stymulowane, małemu człowiekowi potrzebna jest jedynie styczność z językiem, **dynamiczny i żywy** kontakt z nim. Jeśli przez pierwsze trzy lata życia predyspozycje językowe trafią na środowisko językowe, które będzie ubogie i złej jakości – stanie się odwrotnie, czyli nie rozwiną się one w pełni. Za przykład może tu posłużyć bardzo interesujące badanie, pt. „The Early Catastrophe”<sup>1</sup>, w ramach którego nagrane zostały setki godzin rozmów między dziećmi a dorosłymi z 42 rodzin reprezentujących pełny przekrój społeczny. Obserwowane były dzieci od 7 miesiąca życia do lat trzech. Naukowcy zauważyli, że między 86 i 98% słów, których używają dzieci trzyletnie, to słowa **bezpośrednio z zasobu słownictwa ich rodziców**. Ponadto styl i długość konwersacji także były podobne do tych obserwowanych u rodziców. Dla najbiedniejszych rodzin charakterystyczne były bardzo krótkie zwroty dorosłych, typu: „Przestań”, „Chodź tu”, natomiast w rodzinach zamożniejszych budowano zdania dłuższe oraz bardziej złożone, a rodzice prowadzili z dziećmi prawdziwe konwersacje na rozmaite tematy. Na podstawie danych z badań ustalono, że dzieci do trzeciego roku życia, pochodzące z rodzin zamożniejszych usłyszały o ok. 30 milionów słów więcej niż ich rówieśnicy z biednych rodzin. Te drugie doświadczyły niejako umysłowego niedożywienia, przez co zostały postawione w dramatycznie gorszym położeniu, gdyż w późniejszym czasie potrzeba ogromu wysiłku i pracy, by udało się wzbogacić to, co w tak słabym stopniu rozwinęło się w najintensywniejszej fazie rozwoju. Różnice te wiążą się także z nierównościami w zakresie ogólnej inteligencji. Dziś potrafimy już przewidzieć poziom umiejętności czytania i rozumienia tekstu w wieku ośmiu lat, na podstawie poziomu języka mówionego trzylatków.<sup>2</sup> <br> <br> **Odpowiedzialność rodziców i opiekunów** Wiedząc, że środowisko ma ogromny wpływ na kształtowanie się inteligencji młodego człowieka, mamy na sobie wielką odpowiedzialność za przygotowanie „karmiącego” otoczenia dla naszych dzieci. Czy wiecie, że wszystko, czego dziecko doświadczy w swoim otoczeniu, choćby to były zwyczajne codzienne zdarzenia, wszystkie zapiszą się w jego połączeniach neuronalnych? Udowodniono, że od urodzenia do piątego roku życia co sekundę tworzy się od 700 do 1000 nowych połączeń nerwowych<sup>3</sup>(!!!). Nieprzypadkowo właśnie w tym czasie (budowania własnej struktury mózgu) dziecko jest najbardziej ciekawe świata. Jego mózg buduje się za każdym razem, kiedy nas przywołuje, patrzy na coś lub chwyta, obserwuje nas i świat. Niezwykle ważne jest, abyśmy my, dorośli, systematycznie nie zakłócali tej potrzeby u dziecka, stopując ją dla naszej wygody lub dla jego bezpieczeństwa (choćby przez zwroty, jak: „siedź grzecznie”, „nie ruszaj tego”, „bądź cicho”, „poczekaj na mnie”). Kiedy tak się zachowujemy, ograniczamy budującą się właśnie inteligencję dziecka. Pozwólmy mu zatem odkrywać, komunikować się ze światem i innymi ludźmi, a także wytwarzać **miliardy** połączeń. Musimy także być świadomi, że mózg nie zachowuje na zawsze wszystkich utworzonych połączeń. Istnieje zjawisko zwane przycinaniem synaps, które polega na tym, że połączenia najmniej używane, kodujące czynności, które powtarzają się najrzadziej – powoli słabną, aż zostają zlikwidowane całkowicie. Analogicznie, te najczęściej używane, kodujące najważniejsze doświadczenia dziecka – ulegają wzmocnieniu. Najważniejszą informacją o tym procesie jest dla nas to, że **mózg nie usuwa i nie zachowuje synaps, kierując się ich jakością**. Po prostu wzmacnia to, co występuje **często** i eliminuje wszystko inne. W specjalizacji mózgu dziecka uczestniczą wszyscy z jego otoczenia: rodzice, rodzeństwo, nauczyciele, opiekunki, personel pomocniczy w placówkach edukacyjnych, dziadkowie, wujkowie czy kuzyni. Nasz styl bycia na co dzień, z charakterystycznym dla nas sposobem mówienia i reagowania, postępowania z dzieckiem i zachowaniem w jego obecności, to wszystko bierze czynny udział w tworzeniu „okablowania” dziecięcego mózgu. Trzeba nam więc zrozumieć, że wszystkie te drobne rzeczy, do których nie przywiązujemy wagi, strukturyzuje bezpośrednio zachowania i umiejętności naszych dzieci. Ich postawy będą odwzorowaniem naszych. Trzeba to powtarzać tak długo, aż zostanie zrozumiane. Musimy się z tym liczyć w domu oraz w szkole. Towarzyszenie dziecku, niezależnie od tego, czy jest się rodzicem czy nauczycielem, wymaga przede wszystkim świadomości i obserwowania samego siebie, własnych postaw i gestów. <br> <br> **Pierwsze dwa lata życia – okres krytyczny** Eksperci zajmujący się rozwojem dziecka wyrażają się jasno: **pierwsze dwa lata życia dziecka są kluczowe**. W tym czasie człowiek buduje podstawy swojej inteligencji. Dwuletnie dziecko ma już za sobą sporo osiągnięć poznawczych, językowych, społecznych, motorycznych i sensorycznych, na których oprze rozwój swojej inteligencji. Mózg dziecka przechodzi przez następujące po sobie fazy wrażliwe, fazy specjalizacji, podczas których przycinane są jedne, a wzmacniane inne połączenia neuronalne. Doskonałym przykładem są pewne kompetencje językowe. Wiadomo już, że dziewięciomiesięczne dzieci potrafią jeszcze usłyszeć wszystkie dźwięki wszystkich języków świata, ale już trzy miesiące później wychwytuje jedynie dźwięki z języka ojczystego. Niemowlę nie słyszy już wszystkich języków świata, ale specjalizuje się we własnym języku.<sup>4</sup> Do drugich urodzin mały człowiek zdążył już nabyć nadzwyczajnie dużo doświadczeń oraz wyselekcjonować powtarzające się najczęściej. Eksperci są zdania, że jest to moment krytyczny, po przekroczeniu którego niektóre postawy stają się już ugruntowane i coraz trudniejsze do zmiany. Oczywiście mózg ewoluuje i nowe połączenia w nim powstają przez całe życie człowieka. Nigdy więc nie jest za późno na zmiany, ale, jak to stwierdzili naukowcy z Uniwersytetu Harvarda (Center on the Developing Child), **„łatwiej i mniej kosztownie jest tworzyć solidne obwody w mózgu w pierwszym okresie życia niż naprawiać je później”**.<sup>5</sup> <br> <br> Żeby pozwolić dziecku zbudować te solidne podstawy, wystarczy nie izolować dziecka z naszego życia. Odpowiadać na jego potrzeby interakcji, ale nie przestymulowując go. Chodzi o to, by mieć świadomość znaczenia tych wszystkich zwykłych, instynktownych czynności, które codziennie wykonujemy przy dziecku i wraz z nim. „(…) wszystkie drobne interakcje, nawet te najbanalniejsze, między dorosłym a dzieckiem mają w tym okresie fundamentalne znaczenie: wspólne recytowanie wyliczanek, mówienie do dziecka w czasie kąpieli, zabawa gumowymi, tryskającymi wodą zabawkami przy jednoczesnym opowiadaniu historyjek, nazywanie pokarmów, które dziecko wskazuje palcem, zwracanie się do niego **precyzyjnym i poprawnym językiem**, śpiewanie piosenek, czytanie bajek, wspólne słuchanie muzyki i taniec, malowanie, lepienie z plasteliny, ułatwianie dziecku samodzielnego jedzenia , uspokajanie go, kiedy czegoś się wystraszy, towarzyszenie mu w eksploracji świata, wspieranie i zachęcanie, ale bez przymusu”.<sup>6</sup> Celowo wyróżniłam „precyzyjny i poprawny język”, gdyż od razu nasuwa mi się na myśl popularna bajka dla najmłodszych „Teletubisie”. Oglądaliście ją kiedyś? Jeśli tak, to czy zwróciliście uwagę jakie dźwięki wydają prezentowane w niej postaci i jakie dialogi prowadzą? Z całym szacunkiem, ale ja nie chciałabym, żeby moje dziecko uczyło się mówić na podstawie tego, co prezentuje ta bajka. Niestety nam w realnym życiu też często wydaje się, że do małego dziecka można mówić tylko „aaa”, „eee”, „ooo”, bo reszty i tak nie zrozumie, a na takie dźwięki chociaż jakoś zareaguje. A jeśli już mówimy coś więcej, to koniecznie zmiękczając w stylu dziecka, np. „cio” zamiast „co” i utwierdzając je tylko w przekonaniu, że wyraża się poprawnie. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich rodzicach, ale z obserwacji różnych ludzi na co dzień wiem, że takie podejście wciąż jeszcze się zdarza. Tymczasem chcąc nauczyć dziecko poprawnego, bogatego języka, właśnie takim powinniśmy się posługiwać w naszych codziennych kontaktach z maluchami, nawet tymi dopiero co narodzonymi. Dziecko potrzebuje obecności kochających je osób, zwłaszcza rodziców i rodziny; życzliwych interakcji, ochrony, wsparcia i zachęty. Nade wszystko potrzebuje **więzi ludzkich** i będzie ich wytrwale szukać. Naszym dzieciom, pozostawianym codziennie w żłobkach na cały dzień, brakuje tej różnorodności, którą można znaleźć w środowisku, w którym żyje się w bardziej naturalny sposób, raczej fizjologiczny niż ucywilizowany. Tam małe dzieci rozwijają się w towarzystwie osób w różnym wieku, kilku- i kilkunastoletnich, przebywając z dorosłymi, kiedy tego potrzebują. Podstawą jest także więź społeczna i więź z **prawdziwym** środowiskiem. Skoro dziecko ma wyspecjalizować się w swoim środowisku, pozwólmy mu je odkrywać. „Niech ma możliwość obserwowania, jak gotujemy, spożywamy posiłki, sprzątamy, komunikujemy się ze sobą, a przy tym niech ma ono możliwość eksperymentowania, zdobywania doświadczenia i odkrywania otaczającej je natury. Naturalnie, w swoim tempie, tak długo, jak tego potrzebuje. Innymi słowy, niech jego otoczenie będzie kochające, pełne ciepła i serdeczności, ale jednocześnie **prawdziwe**, nieodcięte od świata, wręcz przeciwnie – otoczenie dziecka powinno otwierać przed nim świat”<sup>7</sup> <br> <br> Wiedząc już, jak funkcjonuje mózg dziecka w pierwszych kilku latach życia, możemy się domyślać, że stymulowanie go obrazami z ekranów nie przyniesie maluchowi nic dobrego. Żeby jednak nie musieć się tylko domyślać, ale oprzeć swoją wiedzę na dowodach badań naukowych, przeczytajcie drugą część artykułu, poświęconą wpływowi ekspozycji dzieci na ekrany urządzeń elektronicznych, która niedługo ukaże się na blogu. <hr> <p><sup>1</sup> B. Hart, T.R. Risley (2003), The Early Catastrophe: The 30 Milion Word Gap by Age 3, „American Educator”, s. 4-9</p> <p><sup>2</sup> M. Snowling, C. Hulme, H.M. Nash et al. (2015), The Foundations of Literacy Development in Children at Familiar Risk of Dyslexia, „Psychological Science”, 26 (12), s. 1877-1886</p> <p><sup>3</sup> Center on the Developing Child (2009), Five Numbers to Remember About Early Childhood Development (brief)</p> <p><sup>4</sup> M. Pena, J.F. Werker, G. Dehaeane-Lambertz (2012), Earlier Speech Exposure Does Not Accelerate Speech Acquisition, „Journal of Neuroscience”, 32 (33), s. 11159-11163</p> <p><sup>5</sup> Artykuł Brain Architecture, dostępny na stronie Center on the Developing Child Uniwersytetu Harvarda, www.developingchild.harvard.edu/science/key-concepts/brain-architecture</p> <p><sup>6</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 59</p> <p><sup>7</sup> tamże, s. 60</p>