Blog Image

2 listopada 2019

MAŁE DZIECI I EKRANY – NIEPOKOJĄCE POŁĄCZENIE CZ. II, FAKTY I OBSERWACJE

Niniejszy artykuł jest kontynuacją rozważań (część pierwszą znajdziecie <a href="http://bawicsiejestpieknie.pl/post/male-dzieci-i-ekrany-czesc-1/ " target="_blank" style="color: blue" >tutaj</a>) na podstawie książki **„Prawa naturalne dziecka” autorstwa Céline Alvarez**. <br> <br> Dzieci rodzą się niejako wyposażone w naturalne oprogramowanie do samouczenia. Posiadają zdolność do bardzo precyzyjnego poznawania świata zewnętrznego, po prostu będąc w nim aktywnymi i ucząc się na własnych błędach, co pozwala im także na przewidywanie pewnych prawidłowości. Tak naprawdę dziecko przyswaja całą wiedzę o świecie, poznając prawa gramatyki, fizyki i obowiązujące w społeczeństwie po prostu poprzez **żywe doświadczenie**, a nie dzięki wspaniałomyślnie przez nas stworzonym programom nauczania. „Człowiek uczy się, **aktywnie** doświadczając i przewidując, co się stanie. **Jego inteligencja może dostrzec rozdźwięk między projekcją a rzeczywistością, jedynie kiedy jest uważny i zaangażowany.** Mózg jest wtedy w stanie korygować swoje połączenia i prawdopodobieństwa.”<sup>1</sup> Kiedy nie angażujemy się aktywnie, nie możemy przewidywać, a zatem także korygować prawdopodobieństw. Uczymy się wtedy niewiele lub wcale. Doświadczenia naukowe pokazały np., że myszy, które mogły samodzielnie przejść przez labirynt i wielokrotnie się mylić, odnajdowały prawidłową drogę znacznie szybciej niż te, które przez labirynt przewożono na wózku. Osobniki, które były aktywnie zaangażowane w poznawanie labiryntu, mogły uczyć się i czynić predykcje; pozostałe natomiast nie. Pierwsze prawo uczenia się mówi, że aby móc przyswoić wiedzę, trzeba być zaangażowanym i aktywnym, a także bezpośrednio zauważać własne błędy, aby korygować nabytą wiedzę. Warto w tym miejscu zauważyć, że podczas aktywności, w które dzieci spontanicznie się angażują, mają one możliwość natychmiastowej poprawy błędów. Gdy dziecko koryguje predykcje bez pomocy dorosłego, samodzielnie, wtedy nauka postępuje niezwykle szybko. Nawet wybitnie zdolni nauczyciele nie są w stanie przekazać wiedzy bezpośrednio do mózgu dzieci poprzez samo mówienie. Mechanizm uczenia się musi zostać uruchomiony przez samodzielne przewidywanie prawidłowości i popełnianie błędów, dzięki czemu możliwe jest uszczegóławianie i korygowanie wiedzy. Trudno jest uczyć się na czyichś błędach i doświadczeniach. Jak to powiedział Konfucjusz: „Doświadczenie jest jak płomień świecy, który oświetla drogę tego, kto ją niesie”. **Człowiek nie uczy się przez słuchanie, ale przez robienie.** <br> <br> **Dorosły niezbędnym przewodnikiem** Według badań naukowych, niemowlęta wykazują szczególną uważność na naturalną postawę pedagogiczną, przyjmowaną przez dorosłych. Dziecko niezwykle szybko rozpoznaje sytuację, w której dorosły chce mu coś przekazać. Uwaga dziecka osiąga wówczas optymalny stan, a ono samo spontanicznie nastawia się na naukę, przyjmując z powagą i zaufaniem to, co ma mu do przekazania dorosły. Co ciekawe, maluch może wcale nie skorzystać z tej nauki, jeśli dorosły nie spełnia kilku „wymogów”: **nie patrzy dziecku w oczy, nie mówi serdecznym tonem głosu i nie pokazuje palcem elementu otoczenia, na który chce zwrócić uwagę dziecka.** Te trzy elementy (spojrzenie, ciepły ton głosu i wskazanie palcem) są widocznymi znakami społecznymi, których zadaniem jest informowanie dziecka o tym, że zostanie mu przekazana jakaś ważna wiedza. Natęża się jego uwaga i uruchamia mechanizm plastyczności mózgu, co sprawia, że jest gotowe do przyswojenia informacji. Jeśli jednak nie otrzyma wspomnianych znaków, jego uwaga nie skieruje się na dany element czy zmianę otoczenia. Nawet jeśli byłoby to coś oczywistego czy wręcz uderzającego, dziecko i tak niczego nie dostrzeże. Dziś, dzięki przeprowadzanym badaniom naukowym, wiemy już, że jeżeli brakuje chwil wspólnej uwagi dziecka i dorosłego, mały człowiek nie posiądzie kompetencji językowych lub uda mu się to jedynie w małym stopniu.<sup>2</sup> Jeżeli dorosły nie wskaże palcem nazywanego przedmiotu lub w inny sposób nie zwróci na niego uwagi dziecka w trakcie wypowiadania danego słowa, ono go nie zapamięta. **Teraz UWAGA! Dokładnie tak się dzieje w przypadku kreskówek dla najmłodszych**, nawet tych, które figurują jako specjalnie pomyślane bajki edukacyjne dla niemowląt. Producent musiałby dołączyć do płyty DVD żywego człowieka, żeby uzyskać pożądany efekt. Ponieważ jednak tak się nie dzieje, skuteczność filmów tego typu jest **zerowa bądź znikoma.** Prawda jest taka, że kiedy dziecko znajduje się przed ekranem samo, nie zapamiętuje żadnych elementów albo bardzo niewiele. Spieszę z przywołaniem badań, które to potwierdzają. Patricia Kuhl, specjalizująca się w neuronauce oraz procesie nauki języka u niemowląt ukazała ten mechanizm w przeprowadzonym wraz z jej zespołem badaniu. Nawiązywało ono do krytycznego okresu przycinania synaps między 9 a 12 miesiącem życia dziecka. Jak wspominałam wcześniej (w pierwszej części artykułu), 9 miesięczne niemowlę słyszy jeszcze wszystkie języki świata, ale już trzy miesiące później wyłącznie dźwięki języka, z którym miało systematyczny kontakt, gdyż jego mózg uległ specjalizacji. Celem badania było sprawdzenie, czy mózg ludzki jest w stanie zachować ślad innego języka, jeśli dziecko jest regularnie eksponowane na ten język zanim ukończy rok, czyli przed końcem okresu krytycznego. W ramach eksperymentu dziewięciomiesięczne niemowlęta żyjące w środowisku anglojęzycznym miały zapewniony systematyczny kontakt z językiem chińskim – wszystkie odbyły 12 sesji języka mandaryńskiego, trwających po 25 minut.<sup>3</sup> Ciekawym jest, że dzieci zostały podzielone na trzy grupy. Pierwsza brała udział w spotkaniach z żywym, dorosłym Chińczykiem. Czytał on bajki i wchodził w interakcje z dziećmi. Druga grupa badana podczas sesji miała kontakt z tym samym dorosłym, czytającym te same bajki, ale wszystko odbywało się w formie filmu odtwarzanego dzieciom. Trzecia grupa miała do czynienia z samą ścieżką dźwiękową filmu. Naukowcy początkowo zakładali, że dwie pierwsze grupy dzieci będą rozpoznawać język mandaryński w takim samym stopniu po ukończeniu przez badanych dwunastu miesięcy życia. Bardzo się zdziwili, kiedy wyniki okazały się być inne. **Dzieci, które w ramach sesji spotykały się z prawdziwą osobą, rozpoznawały dźwięki języka chińskiego tak samo dobrze, jak mali Chińczycy.** Pozostałe dwie grupy badanych już nie. Zarówno te **dzieci, które oglądały film, jak i te, które odsłuchiwały jedynie jego ścieżkę dźwiękową, nie nauczyły się kompletnie niczego.** Dzieci z grupy drugiej, mimo to, że miały do dyspozycji ładny film, bez obecności człowieka niczego nie zapamiętały. Po przeprowadzonym badaniu Patricia wyznała: „ Byliśmy zdumieni, diametralnie zmieniło to nasze spojrzenie na mózg”.<sup>4</sup> Dziecko, które nie będzie mieć styczności z naturalną postawą pedagogiczną dorosłego, z pokazywaniem palcem i dzieleniem uwagi z dorosłym, nie będzie potrafiło nic zrobić z docierającymi do niego informacjami sensorycznymi, mimo to, że posiada tak wyrafinowany mechanizm uczenia się. Eksperymenty opisanego typu powodują, że naukowcy zajmujący się neuronauką muszą wysuwać twierdzenia, że rozwój poznawczy, językowy i emocjonalny człowieka jest zapośredniczony społecznie. Natychmiastowa odpowiedź dorosłego, polegająca na podążaniu za spojrzeniem dziecka, w celu nazwania przedmiotu, który ono wskazuje palcem, pozwala dziecku na uczenie się języka. Z naszego doświadczenia domowego, mogę zauważyć, że Ala często mówi do nas, np. przy okazji czytania książeczek lub oglądania czegoś nowego: „A teraz mama/tata będzie Ali pokazować (tu ją cytuję) paluszkiem, co tutaj jest”. Coś więc naprawdę musi być w tym wskazywaniu palcem na pozwane przedmioty, że dwuletnie dziecko samo upomina się o tę czynność przy styczności z nowościami. Poza tym, do dziecka dociera z otoczenia mnóstwo informacji i to właśnie wsparcie dorosłego jest tak pomocne w hierarchizacji i kierowaniu uwagi dziecka (spojrzeniem i palcem) na te najważniejsze. Gdy dorosły zmienia ton, zwracając się do dziecka, patrzy na coś i pokazuje to palcem, uwaga dziecka optymalizuje się, a mechanizm plastyczności zamienia się w stan gotowości do nauki. Właśnie z tego powodu tak ważne jest, byśmy, jako dorośli, podążali za swoim instynktem, który podpowiada, by dzielić uwagę z dzieckiem, kiedy pragniemy mu coś pokazać. Dodam jeszcze, że takie wsparcie społeczne, niepodlegające negocjacji i niezbędne dziecku do nauki, przynosi rezultaty wyłącznie wtedy, kiedy interakcja pomiędzy dorosłym a dzieckiem jest zindywidualizowana. Niestety, dorosły, który ma do czynienia z wieloma maluchami, nie ma szans na nawiązanie kontaktu wzrokowego z każdym z nich i udzielenia wsparcia w sposób dopasowany do każdego. Inteligencja ludzka w czasie pełnego rozwoju, aby rozkwitnąć, potrzebuje o wiele bardziej zindywidualizowanego i zhumanizowanego przewodnictwa. Ponieważ jesteśmy istotami społecznymi, nie powinno dziwić, że nasz proces uczenia się ma naturę społeczną. Chociaż małe dziecko jest świetnie wyposażone w wydajne narzędzia do nauki, to jest ono **całkowicie uzależnione od jakości wsparcia, jakie od nas otrzymuje podczas aktywnego doświadczania świata.** <br> <br> **Złudne wrażenie edukacji** **Próbując podsuwać maluchom będącym w okresie dużej plastyczności mózgu aplikacje na smartfonach lub interaktywne filmy w sieci czy na DVD (mające niejako służyć rozwojowi słownictwa, poszerzaniu doświadczenia, kompetencji matematycznych lub znajomości języka obcego), MUSIMY zdawać sobie sprawę, że urządzenia elektroniczne, nawet te niby-edukacyjne i posiadające etykietę „Montessori”, mają znikomy wpływ pedagogiczny na najmłodsze dzieci.** Céline Alvarez ostrzega: „W dodatku obarczone są dwiema wadami, które moim zdaniem sprawiają, że należy je uznać za **zagrożenie dla zdrowia społeczeństwa**: - po pierwsze pozbawiają dzieci interakcji ludzkich, których potrzebują, by się uczyć (czas spędzony przed ekranem jest czasem straconym, jeśli celem jest nauka – aby dziecko mogło się czegoś nauczyć, potrzebuje więzi ludzkiej, która je motywuje); - po drugie **ekrany powodują poważne zaburzenia uwagi naszych dzieci**. Kiedy dziecko wlepia wzrok w ekran, jakby było zahipnotyzowane, myślimy, że jego uwaga jest całkowicie skupiona na tym, co ogląda, ale jest zupełnie inaczej. **Jego szeroko otwarte oczy wskazują na to, że z trybu uwagi przeszło do trybu czujności. Mózg takiego dziecka jest zaskoczony niezwykłą ilością obrazów i aktywuje tryb, który przygotowuje człowieka na atak lub obronę. System czujności normalnie nie działa dłużej niż kilka sekund, a jeśli tak się dzieje, wyczerpuje układ nerwowy dzieci, którym następie trudno jest skupić uwagę, kiedy chcielibyśmy je czegoś ważnego nauczyć…”**<sup>5</sup> Później dzieje się tak, że mimo to iż przyjmujemy postawę pedagogiczną, dziecko nie jest w stanie na nią odpowiedzieć. Wtedy pojawia się problem, ponieważ wiemy, że to właśnie od zdolności niemowlęcia i małego dziecka do reagowania na skupioną na nim uwagę dorosłego zależy jego rozwój kompetencji językowych i społecznych w późniejszym czasie.<sup>6</sup> Razem z mężem wychowujemy naszą córkę bez ekranów. W domu nie mamy telewizora, nie oglądamy bajek, teledysków itp. Korzystamy z piosenek z Internetu, ale zawsze z wygaszonym ekranem urządzenia, które je odtwarza. Gdy zdarzy się nam skorzystać z telefonu przy Ali i ona zauważa to podchodząc do nas, ekran jest wygaszany, by urządzenie nie było atrakcyjne. Robimy jej czasem zdjęcia lub kręcimy filmiki, ale najchętniej z zaskoczenia, a jeśli nie – staramy się wybierać aparat. Nie pokazujemy jej także efektów tego, co udało nam się nakręcić czy sfotografować. Owszem, zdarza się Ali czasem zobaczyć, że któreś z nas pracuje przed komputerem (ale wtedy drugie odwraca jej uwagę od ekranu i wspólnie się bawi) lub rozmawia przez telefon (zazwyczaj w trybie głośnomówiącym, z wygaszonym ekranem), ale cieszy mnie, że nasza córka kojarzy te urządzenia właśnie z pracą lub rozmową, a nie bajkami, aplikacjami czy grami. Gdy czasem biorę telefon do ręki, a ona to zauważy, pyta czy będę dzwonić do taty czy do babci, bo właściwie do tego służy mi telefon w jej obecności (a przynajmniej kiedy może zauważyć, że z niego korzystam). Nie chcę się szczególnie chwalić, ale właściwie nie ma miejsca, w które bym z Alą nie poszła, by dorośli nie dziwili się ile i jak ładnie ona mówi. Ponieważ to moje pierwsze dziecko, a nie miałam wcześniej wiele styczności z takimi maluchami, myślałam, że podobny rozwój językowy jest normalny. Coraz częściej przekonuję się, że jednak Ala na tym tle się wyróżnia. Może to przypadek, że nie ogląda bajek, ale czytając wszystko to, o czym piszę, myślę, że jednak brak ekspozycji na działanie ekranów pomaga jej w rozwoju. Jest nieśmiała w pierwszych kontaktach, ale już po kilku chwilach wspólnej zabawy zaczyna mówić tak, że ludzie wciąż mnie pytają ile ma lat. Obecnie ma 2, ale pytają o to samo w kontekście mówienia, odkąd skończyła mniej więcej 17 miesięcy ;) Nie mamy także problemów z jedzeniem. Myślę, że to dzięki odkryciu BLW, o czym pisałam <a href="http://bawicsiejestpieknie.pl/post/blw-baw-sie-jedzeniem/ " target="_blank" style="color: blue" >tutaj</a>. Nie wyobrażam sobie karmić dziecka przed ekranem. Zamiast bogactwa wrażeń sensorycznych, fundowałabym mu bezmyślne spożywanie pokarmów, bez nauki kontroli łaknienia (co w późniejszym wieku może prowadzić do zaburzeń odżywiania). Ze swojej perspektywy mogę napisać, że życie rodzica bez włączania maluchowi bajek i oddawania swojego telefonu do zabawy, jest możliwe. Nie jest łatwe, bo trzeba wciąż znajdywać skuteczne alternatywy. Czasami, gdy nie ma kto pomóc, a do zrobienia jest wiele – bywa nawet bardzo ciężko. Jest to jednak możliwe. Ostatecznie naczynia i pranie poczekają, Internet też, a wierzę, że ten wysiłek jest wart swojej ceny. Już widzę jak procentuje :) <br> <br> **Problemy z koncentracją** Zastanówmy się więc, jaki start w przyszłość szkolną fundujemy już teraz naszym małym dzieciom. Problemy z koncentracją uwagi na lekcjach, to coraz powszechniejszy problem. Niestety, często wini się za niego nauczycieli. A oni, żeby dostarczyć dziecku tylu bodźców, co filmy animowane, do których jest przyzwyczajone czasem już od wieku kilku miesięcy, musieliby świecić, zmieniać kolory i przemieszczać się non stop po całej sali, bezustannie poruszając przy tym wieloma przedmiotami, a i tak, biorąc pod uwagę liczbę dostarczanych bodźców, przy filmach wypadaliby blado. Kto byłby w stanie poprowadzić w ten sposób kilka lekcji dziennie, codziennie? Wiele polskich szkół nie dysponuje wystarczającymi pomocami dydaktycznymi (i pewnie prędko się to nie zmieni), a co dopiero świecącymi nauczycielami. Pomyślcie więc 5 razy, zanim włączycie niemowlęciu bajkę. Dla Was to może 15 min. spokoju, może czas na włączenie zmywarki czy pralki, ale czy to naprawdę jest warte późniejszych, często naprawdę poważnych konsekwencji? Myślę, że wielu rodziców, którzy tak robią, po prostu nie ma świadomości o szkodliwości takiego działania. Niestety, prawdopodobnie przekonają się o tym już za kilka lat. Choć być może w ogóle nie skojarzą faktów, jeśli ktoś ich nie naprowadzi. Na potwierdzenie moich słów zacytuję krótki fragment krążącego w sieci artykułu kanadyjskiej terapeutki zajęciowej, Victorii Prooday: „Korzystanie z technologii (telewizor, tablet, smartfon) stało się darmową opiekunką dziecięcą. Tak naprawdę niezupełnie darmową. Płacimy układem nerwowym naszych dzieci, ich uwagą, brakiem umiejętności czekania na przyjemności. W porównaniu do rzeczywistości wirtualnej, życie codzienne jest nudne. Kiedy dzieci przychodzą na lekcję, napotykają głosy zwykłych ludzi zamiast ciągłej stymulacji wizualnej, eksplozji graficznych i efektów specjalnych, które oglądały na ekranach. Po fascynującym pobycie w rzeczywistości wirtualnej, przetwarzanie informacji na lekcji staje się zadaniem trudnym i nieosiągalnym. Ich mózgi przyzwyczajają się do wysokiego poziomu stymulacji, który zapewniają gry wideo (a przecież nawet najmłodsze maluchy grają już w gry na telefonach swoich rodziców, przyp. autora). Niemożność przetworzenia niższych poziomów stymulacji upośledza gotowość dzieci do rozwiązywania problemów intelektualnych. Technologia tworzy również dystans emocjonalny dzieci od rodziny”<sup>7</sup> Spotkałam się kiedyś w sieci z artykułem, usprawiedliwiającym wyświetlanie bajek nawet niemowlakom. Jego autorka przekonuje, że przecież nie musimy się nikomu z tego tłumaczyć, bo nikt nie wie, w jakiej sytuacji ta bajka została włączona, że może to była ostateczność, do której uciekamy się bardzo rzadko.<sup>8</sup> No cóż, z całego tego artykułu zgodzę się tylko z tym, że jest co najmniej niegrzecznym pouczać spotkane przypadkowo osoby na ulicy (chyba, że ich zachowanie wyrządza komuś krzywdę). Mamy chyba z autorką po prostu inne zdanie o „mniejszym złu”. Dla mnie to jednak niedojedzony obiad, czekające naczynia bądź pranie czy też krzyk dziecka w sklepie są mniejszym złem, niż wyświetlanie mu bajki w każdej z tych sytuacji, byle mieć spokój, bo inne metody nie działają. Jeśli nie działają, to moim zdaniem oznacza, że po prostu zbyt mało alternatyw zostało wypróbowanych – i tu znów warto czytać opinie specjalistów, jeśli brakuje na pomysłów. Urządzenia elektroniczne mogą przyczynić się do powstania błędnego koła, z konsekwencjami którego mierzy się dziś wielu nauczycieli i logopedów. Autorka książki, C. Alvarez, pomija szczegóły dotyczące poważnych problemów związanych ze zbyt wczesną ekspozycją na ekran, ale dzieli się swoim doświadczeniem, bo jak twierdzi: **„w mojej pracy z dziećmi stwierdziłam ponad wszelką wątpliwość, że ekspozycja na ekran hamuje rozwój dziecka”**.<sup>9</sup> Dzieci, które oglądały najwięcej telewizji, nawet zasypiając przed ekranem, prezentowały charakterystyczne zachowanie, które dało się rozpoznać już po kilku dniach w przedszkolu. Zupełnie nie potrafiły skupić uwagi na zadaniu bądź elemencie, na który nauczycielki próbowały zwrócić ich uwagę za pomocą spojrzenia, głosu lub wskazania palcem. Wydawało się, że zdolność tych dzieci do skupiania uwagi była bardzo niestabilna. Były jednocześnie bardzo pobudzone i zmęczone. Rozmowy z rodzicami potwierdziły obawy Celine – okazało się, że te dzieciaki spędzały przynajmniej 4 godziny dziennie przed ekranem telewizora, smartfona lub komputera i to po sześciu godzinach w szkole. **Niektóre z nich oglądały kreskówki przez cały pierwszy rok życia (!).** Rozwój ich układu językowego, społecznego, ruchowego oraz umiejętności skupiania uwagi został poważnie zaburzony. Rodzice tychże dzieci nie mieli złej woli (co nie powinno nikogo dziwić), a wręcz przeciwnie – byli przekonani o edukacyjnym charakterze kreskówek dla niemowląt i małych dzieci oraz o ich dobrym wpływie na rozwój dziecka, np. językowy. Faktycznie, programy dla dzieci właśnie to deklarują. Na rynku dostępne są nawet aplikacje z etykietą „Montessori” i zalecanym przeznaczeniem dla najmłodszych. Nic dziwnego więc, że troskliwi rodzice uznają ekran urządzenia elektronicznego za najlepszy możliwy wybór edukacyjny. <br> <br> **Izolacja od „dobrodziejstw cywiizacji”** W tym roku miałam okazję spędzić długi weekend w hotelu, w którym ponad 80% gości stanowiły rodziny z dziećmi. Codziennie obserwowałam, jak spożywają posiłki dziesiątki małych dzieci z całego naszego kraju. Czasem po obiedzie zostawałam specjalnie w jadalni na dłuższą kawę i dyskretną obserwację, która z punktu widzenia pedagoga była niezwykle ciekawa, choć bardzo smutna. Mogłabym policzyć na palcach, może dwóch rąk, ile dzieci dziennie spożywało posiłki bez ekranu przed oczami. Telefony, tablety i specjalne kolorowane podkładki je podtrzymujące – to były obowiązkowe gadżety przy niemalże każdym rodzinnym stole. Z różnych stron jadalni często słychać było kłótnie o jedzenie i próby karmienia dzieci zapatrzonych w ekrany. Wiele z tych urządzeń służyło do tego, by dziecko samodzielnie zjadło… deser. Pewnego dnia zastanawiałam się dlaczego mama karmi łyżeczka po łyżeczce chłopca w wieku ok. 4-5 lat. Szybko dostrzegłam odpowiedź – obie ręce miał zajęte, bo trzymał w nich swój tablet. Wiele zamożnych rodziców rozmawiało ze sobą w najlepsze przy wspólnych stołach (które dzielili z przyjaciółmi bądź swoim rodzeństwem), podczas gdy każda z ich pociech w najlepsze oglądała bajki, każda przed własnym ekranem :( Gdzie tu nauka zachowania się przy stole? Gdzie kultura? Patrzyłam na to wszystko myśląc sobie, że jeśli któreś z tych dzieci jest przez kilka lat z mamą w domu i tak wygląda jego rzeczywistość, to już współczuję sobie, jako nauczycielce, jeśli kiedyś przyjdzie mi je uczyć. Po niektórych rodzinach już przy wejściu było widać, że nie będzie problemu z zachowaniem dzieci. Wchodzili razem, radośnie rozmawiając ze sobą i bez zbędnych gadżetów. Czasem mijałam ich drugi raz, idąc do swojego stolika i aż miło było spojrzeć na prawdziwie rodzinny posiłek, jaki spożywali, pełen ciepła i kultury. Nasza Ala jadła z nami, siedząc na podwyższonym krzesełku i upominając się o wędrówki do stołu z owocami, który wypatrzyła bardzo szybko. Po tym, jak zobaczyliśmy, że rodzice wręczają tablety swoim dzieciom, by te zjadły chociaż kolorową galaretkę, stwierdziliśmy z mężem, że chyba jesteśmy jednak nienormalni, zastanawiając się czy możemy pozwolić Ali na trzecią dokładkę owoców, o którą uparcie się upomina ;) Psycholog poznawczy, specjalistka od uczenia się małych dzieci, Alison Gopnik, pisze: „Kiedy dowiadujemy się, co tak naprawdę mówi na ten temat nauka, nabieramy odruchu obronnego sceptycyzmu wobec wszelkich firm oferujących metody czyniące z niemowląt geniuszy i podnoszące ich inteligencję, czy to w formie pseudoedukacyjnych gier, czy płyt z muzyką Mozarta, poprzez wszelkie instytuty oferujące rozwinięcie u dzieci nadzwyczajnych zdolności. Wszystko, co wiemy o dzieciach, sugeruje, że te wszystkie wydumane metody okażą się w najlepszym razie nieskuteczne, a w najgorszym zaburzą normalne interakcje między dorosłym a dzieckiem”.<sup>10</sup> Kilka miesięcy temu przeczytałam wpis pewnej trenerki i wiążące się z nim pytanie do rodziców maluchów na temat udostępniania maluchom urządzeń z wyświetlaczami. Byłam trochę przerażona, czytając niektóre komentarze. Są bowiem rodzice, którzy uważają, że nie pozwalanie rocznym dzieciom na korzystanie z takich urządzeń, to izolowanie ich od udogodnień cywilizacyjnych…Inni twierdzą, że do trzeciego roku życia wystarczy umiar. Myślę sobie, że to tylko ich zdanie, niepoparte żadną wiedzą czy uwierzytelnionymi dowodami. Czy naprawdę możemy myśleć, że niemowlak jest społecznie izolowany, jeśli nie dostaje telefonu do ręki? Przecież kilkulatek nadrobi te wszystkie „zaległości” w jeden dzień! Pamiętajmy, że producentom przeróżnych aplikacji tego typu (dla najmłodszych) nie zależy wcale na zdrowiu naszych dzieci, ale na zysku, bądźmy więc mądrzejsi! A naszym pociechom naprawdę bardziej przydatna jest umiejętność samodzielnego np. ubierania i rozbierania się (z czym wiele dzieci ma mnóstwo problemów, a co wiąże się np. z tym, że nie zdążają na czas do nocnika, co jest dla ich bardzo frustrujące) niż samodzielnego uruchomienia aplikacji w telefonie rodziców (a mam wrażenie, że w niektórych opowieściach jest to wręcz powód do dumy). Badań nad wpływem technologii na nasze pociechy nie brakuje, a wyniki setek z nich powinny służyć za przestrogę dla wszystkich.<sup>11</sup> Wiemy doskonale, że zbyt długie przebywanie przed ekranem całkowicie rozregulowuje układ uwagi dzieci. Godziny spędzane przed telewizorem czy smartfonem są po prostu zmarnowane, zamiast być poświęconymi na entuzjastyczną, aktywną interakcję z dorosłym i rozwijanie własnej (dziecka) uwagi wykonawczej, poprzez aktywne doświadczanie tego, co motywujące. Im bardziej dziecko jest eksponowane na czynniki zaburzające uwagę, tym trudniej jest mu się skupić w prawdziwym życiu. Celine wspomina, że w klasie, w której uczyła, łatwo było rozpoznać, które dzieci spędziły rano pół godziny przed telewizorem. Po prostu wykazywały one oznaki zmęczenia, a po wejściu do sali potrafiły natychmiast usnąć na kanapie, podczas gdy starszy kolega czytał bajkę. Inne z tych dzieci były skrajnie pobudzone i niezdolne do skupienia uwagi przez dłuższą chwilę na żadnej czynności. Jedno z tych dzieci nie potrafiło usiedzieć spokojnie dłużej niż minutę ani skupić uwagi na czymkolwiek przez więcej niż 5 sekund. Przez deficyt koncentracji, dziecko to nie przyswajało wiedzy wcale lub nabywało ją tylko w niewielkim stopniu. Nauczycielki przez 2 lata próbowały wszelkich sposobów, aby mu pomóc, niestety bezskutecznie. Wreszcie zrozumiały, że zdolność koncentracji tego młodego człowieka była systematycznie rozregulowywana, i to przez wiele godzin dziennie, przez co nie mogła już się odbudować i ustabilizować. Mimo to, że chłopiec był uroczy i pełen życia, całe dnie dokuczał innym, rozmawiał bardzo głośno i nie był w stanie się opanować. Mimo wielokrotnych próśb, przez 2 lata nie udało się przekonać rodziców, by zmniejszyli czas ekspozycji dziecka na działanie telewizji, więc oglądało ją przez kilka godzin dziennie. Po dwóch latach rodzice dowiedzieli się, że bez ich pomocy nauczycielki nie są już w stanie nic zrobić, bo nawet nauczanie indywidualne przez 6 godzin dziennie nie przynosiło rezultatów. Dopiero wtedy przestraszyli się i przystali na przeprowadzenie trzymiesięcznej próby. Wszystkie wyposażone w ekran urządzenia zostały wyniesione przez nich do piwnicy. Rezultat przerósł najśmielsze oczekiwania nauczycielek, gdyż już po 3 tygodniach bez telewizji i komputera chłopiec zaczął uspokajać się stopniowo i rozwinął zdolność skupiania uwagi, co pozwoliło mu zacząć czytać, jak jego rówieśnicy. Z tego, co wiadomo Celine, telewizor pozostał w piwnicy i nigdy nie wrócił na swoje miejsce. <br> <br> **Towarzyszyć, czyli BYĆ** Wiadomo już, że do nauki i skutecznej specjalizacji w świecie, dziecko potrzebuje dorosłych. Niczego się nie uczy, pozostając samemu przed ekranem lub samotnie eksplorując otoczenie, w nieuporządkowany i chaotyczny sposób. Naprawdę nie jest niczym skomplikowanym, przyjęcie postawy pomagającej dziecku w podboju świata. Posłuchajmy jedynie swoich naturalnych skłonności, o których czasem zapominamy przez stres, pośpiech czy smartfony. **„Żyjąc z dzieckiem, po prostu pozwólmy sobie na zatrzymanie się razem z nim, kiedy coś go zadziwi albo zaintryguje: kwiat, motyl, zachowanie przyjaciela, smak jakiegoś jedzenia. Odpowiedzmy wtedy na jego pytania w prosty sposób, precyzyjnie i dając mu czas na swobodną wypowiedź. Kiedy jesteśmy w pełni obecni w tej relacji i otwarci na interakcję, dajemy dziecku najlepsze możliwe wsparcie pedagogiczne i techniczne dla rozwoju jego inteligencji: życzliwe i zindywidualizowane.”**<sup>12</sup> Przez swoją niezwykle ważną rolę w kierowaniu uwagą dziecka, dorosłego można uznać za kluczowy element systemu uczenia się. Naukowcy, którzy badają postawę pedagogiczną spontanicznie przyjmowaną przez dorosłych i dzieci, określają to zjawisko pedagogiką naturalną.<sup>13</sup> Nasze wsparcie jest niezbędne, ale nie może być zbyt ewidentne, gdyż wtedy hamuje dziecięcą potrzebę odkrywania. Dziecko traci motywację do danego zadania czy czynności, jeśli okazuje się, że nie ma już nic do odkrycia. Dlatego wsparcie musi być punktowe i nieinwazyjne. „Chodzi zatem (…) o wręczenie dziecku kluczy do drzwi, które będzie mogło samo otworzyć.”<sup>14</sup> Dorosły, który pragnie być skutecznym towarzyszem dziecka, musi znaleźć równowagę: pomagać, ale nie za wiele, by nie zgasić entuzjazmu w dziecku. Jest to możliwe jedynie stosując metodę prób i błędów: czasem zrozumiemy, że za dużo pomogliśmy, innym razem, że niewystarczająco i w ten sposób stopniowo opasujemy nasze działania do potrzeb konkretnego dziecka. Chcąc być skutecznym towarzyszem dziecka, trzeba być bardzo życzliwym także dla siebie samego i znaleźć przestrzeń do popełniania błędów, bo tylko one pozwolą nam na odkrycie właściwego postępowania z dziećmi. Niezwykle ważne jest także, by zarówno w przypadku dorosłych, jak i dzieci, otaczać się osobami, które nie osądzają „błędów” tak naprawdę niebędących błędami. „Błąd” lub „pomyłka” mają dla nas wydźwięk negatywny, a stanowią przecież jedyną drogę do wiedzy i biegłości w danej dziedzinie. Prawdziwa wiedza jest zbudowana na licznych błędach. Aby się czegoś nauczyć, potrzeba się najpierw wiele razy pomylić, a potem zauważyć swoje błędne przewidywanie i je przeformułować. **”Tylko zderzając się systematycznie z rzeczywistością, możemy się rozwijać. Istota żyjąca, która się nie myli, niczego się też nie uczy, tylko tkwi bez ruchu na tym samym poziomie poznania”.**<sup>15</sup> <br> <br> Pamiętajmy, że przykład idzie z góry. Zamiast kupować już tak małym dzieciom, jak niemowlęta zabawki w kształcie telefonów i tabletów (kto to w ogóle wymyślił?), unikajmy raczej używania tych urządzeń w ich obecności. Niech nie widzą swoich najbliższych z telefonem w ręku, bo wiadomo, że będą chciały nas naśladować, a dla ich dobra – lepiej, żeby pod tym względem zaczęły jak najpóźniej. Osobiście uważam, że używanie telefonu w obecności kogoś, z kim się spotkaliśmy, do kogo przyszliśmy w odwiedziny, z kim spędzamy czas przy stole, jest po prostu brakiem szacunku do tych osób. Niestety tym, którzy tak robią często nie przyjdzie nawet na myśl, że to jest po prostu niekulturalne i może być odbierane w ten sposób. Czasem rządzą nimi już podświadome odruchy, związane z sięganiem po smartfon. Wiadomo, zdarzają się sytuacje pilne, kiedy trzeba odebrać ważne połączenie. Ale nie wyciągajmy telefonów czekając aż babcia poda rodzinny obiad lub kilka minut po przekroczeniu progu domu przyjaciela. Cieszmy się swoją REALNĄ OBECNOŚCIĄ i poprzez własny przykład uczmy tego samego nasze dzieci. <br> <br> <hr> <p><sup>1</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 70-71</p> <p><sup>2</sup> D.A. Baldwin, E.M. Markman, B. Bill et al. (1996), Infants’ Reliance on a Social Criterion for Establishing Word-Object Relations, „Child Development”, 67 (6), s. 3135-3153</p> <p><sup>3</sup> S.K. Kuhl, F.M. Tsao, H.M. Liu (2003), Foreign-Language Experience in Infancy: Effects of Short-Term Exposure and Social Interaction on Phonetic Learning, „Proc Natl Acad Sci USA”, 100 (15), s. 9096-9101</p> <p><sup>4</sup> V.Y. Bhattacharjee (2015), op. cit.</p> <p><sup>5</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 78</p> <p><sup>6</sup> E.J. Tenenbaum, D.M. Sobel, S.J. Sheinkopf et al. (2015), op. Cit., s. 1-18; M. Carpenter, K. Nagell, M. Tomasello (1998), op. Cit., s. i-vi, 1-143</p> <p><sup>7</sup> http://topniusy.eu/dlaczego-twoje-dziecko-nudzi-sie-w-szkole-latwo-sie-denerwuje-i-nie-ma-prawdziwych-przyjaciol-a-dlatego/, wyświetlenie z dnia 31.0.2019</p> <p><sup>8</sup> https://olibambi.pl/ogladanie-bajek.html, wyświetlenie z dnia 31.10.2019</p> <p><sup>9</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 79</p> <p><sup>10</sup> A.Gopnik, A.Meltzoff, S. Kuhl (2005), op. cit., s. 277</p> <p><sup>11</sup> M. Desmurget (2012), TV lobotomie, Max Milo</p> <p><sup>12</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 83</p> <p><sup>13</sup> G. Csibra, G. Gergely (2009), Natural Pedagogy, „Trends Cogn Sci”, 13 (4), s. 148-153</p> <p><sup>14</sup> C. Alvarez (2017), „Prawa naturalne dziecka”, s. 84</p> <p><sup>15</sup> tamże, s. 85</p>