Blog Image

13 lutego 2019

NIEDYSPOZYCJA DZIEWCZĄT NA LEKCJACH WF

W niniejszym wpisie poruszę temat być może nieco kontrowersyjny. Wielu nauczycieli wychowania fizycznego zastanawia jak ustosunkowywać się do zgłaszanej przez ich uczennice „niedyspozycji”. Nawet jeśli nie zauważyliście, by dyskutowali o tym na żywo, uwierzcie, że nauczycielskie fora internetowe czasami potrafią zawrzeć na ten temat. Dobrze, że tak jest, bo gdyby było inaczej, oznaczałoby to tylko, że ich uczennice są im właściwie obojętne. A tak nie jest. Z tego, co zauważyłam, najczęstszym podejściem jest to, że miesiączka, to nie choroba i dziewczęta powinny ćwiczyć w te dni (ewentualnie lżej). Hmm, a ja mam zupełnie inne podejście do niedyspozycji. Trzeba by zacząć od początku, czyli od tego, że wychowanie fizyczne jest odrębną kategorią kultury fizycznej, odseparowaną od sportu. Jako oddzielny dział, ma też odmienne niż sport cele. I tak nadrzędnym celem współczesnego wychowania fizycznego (aktualnym już od ponad 10 lat!) jest: "kompleksowe oddziaływanie na osobowość wychowanka, a więc ukształtowanie zarówno jego kompetencji aksjologicznych (strefa emocjonalno-wolicjonalna), jak i kompetencji technologicznych (strefa intelektualno-sprawnościowa) w intencji przygotowania go do całożyciowej, samodzielnej troski o zdrowie, sprawność, budowę i urodę własnego ciała, **po zakończeniu edukacji**"<sup>1</sup>. Przygotowując się do swoich lekcji, opracowując szczegółowe roczne plany pracy itd., mam tę myśl zawsze z tyłu głowy. Z tego celu wypływa moja osobista dewiza na własne lekcje, która brzmi: Zaraz po tym, że bezpiecznie, **na mojej lekcji ma być przede wszystkim przyjemnie!** Wychowanie fizyczne, to co innego niż treningi sportowe i przede wszystkim moim celem jest, by moi uczniowie polubili ruch na tyle, by sami go podejmowali po ukończeniu szkoły. Osobną kwestią jest to, że przyjemna atmosfera sprzyja mojemu dobremu samopoczuciu i bardzo napędza moją motywację do pracy, robię więc to także częściowo dla siebie ;) Gdy zdarza się problem wychowawczy, jakieś niezrozumienie czy pretensje ze strony uczniów, od razu wszystko układa się gorzej. Robię więc wszystko, by tego unikać, co nie oznacza, że uczniowie mogą robić, co chcą. Po prostu staram się jak najlepiej wczuć w rolę ucznia już na etapie przygotowywania zajęć, kryteriów oceniania itp. W związku z tym, tłumaczę moim uczennicom, że w „te” dni można ćwiczyć, a nawet ma to dobroczynne działanie przeciwbólowe. Żartobliwie przypominam im, że ja też jestem kobietą i w dodatku mam miesiączki, a mimo to nigdy nie zgłaszam niedyspozycji, zawsze prowadząc lekcje i zazwyczaj ćwicząc z nimi. ALE... **rozumiem** je. Rozumiem, że dziewczynki w podstawówce czy gimnazjum nie muszą jeszcze używać tamponów, a podpaska w czasie ruchu może się przesuwać, więc czasem nawet przeciekać :(  Rozumiem, że w większości szkół nie ma pryszniców, a wf nie zawsze jest ostatnią lekcją, więc trudniej dziewczynom zadbać o należytą higienę. W związku z tym, moje uczennice na niedyspozycje mają „dodatkowy pakiet”. ![niedyspozycja](/static/images/post_20/1.jpg) Jeśli mamy lekcje 3 razy w tygodniu, mogą w ciągu tygodnia nawet na każdej zgłosić ND, bo przecież miesiączka nie trwa 1 dzień. Wszystko sobie zapisuję. Efekt jest taki, że znaczna część dziewczyn nie korzysta w ogóle z tego prawa. Część korzysta, ale za to zamiast zmuszania, mam je zadowolone i chętnie ćwiczące na pozostałych lekcjach. A niećwiczące osoby i tak angażuję do zajęć dodatkowych. Nie wnikam, czy ktoś ma miesiączki bolesne, czy obfite, czy się wstydzi, bo czuje niekomfortowo, a w dodatku chłopcy ćwiczą obok. Zawsze pozwalam też na rezygnację jedynie z części ćwiczeń lub wykonanie innych niż pozostała część klasy. Bardzo podkreślam, że im **UFAM**. Jeśli mnie oszukują, to kwestia ich sumień. **Ja daję przykład**, mówię, że jest wręcz wskazane ćwiczyć w „kobiece dni”, ale nie zmuszam, bo każdy jest inny i inaczej to przechodzi, zarówno pod względem fizycznym, **jak i psychicznym** (o tym drugim chyba często się zapomina). Myślę, że lekcje zaufania i zrozumienia, to też dobre lekcje :) A w sportowej postawie – na pewno :) A co, jeśli zauważę, że ktoś nadmiernie wykorzystuje „pakiet dodatkowy”? Kilka razy zdarzyło się, że któraś uczennica nie ćwiczyła w danym tygodniu z powodu niedyspozycji, a tydzień czy dwa później zgłosiła kolejne ND. W takiej sytuacji daję podopiecznej znać, że kontroluję sytuację. Zatroskana pytam dziewczynę, czy wszystko jest w porządku i czy wie, że powtarzające się z taką częstotliwością cykle miesiączkowe, powinny być powodem do niepokoju, a nawet wizyty lekarskiej. Uspokajam, że to czasem może się zdarzyć, ale proszę, by się obserwowała, czy to się nie powtarza, bo może oznaczać problemy zdrowotne. Do tej pory te kilka przypadków kończyło się reakcją zawstydzonego uśmiechu, sugerującego, że dziewczyna jednak chciała nadużyć przysługującego prawa, bądź sprawdzała moją czujność ;) Pozostawiałam sytuację niedopowiedzianą. Zgłosiła – zatem ok. Pierwszy raz taka sytuacja (czasem może się tak przecież zdarzyć w organizmie kobiety), uczennica nie wycofuje się ze swojej decyzji, więc ja nie zarzucam jej kłamstwa. Czasem ktoś po takim moim komentarzu jednak wracał się do szatni po stój, czego też nie karałam, ale doceniałam i pozwalałam na udział w zajęciach. W każdym razie, w swojej kilkuletniej karierze nauczycielskiej, pracując z dziewczętami na wszystkich etapach edukacyjnych, nigdy nie miałam sytuacji, w której po takim moim zwróceniu dziewczynie uwagi, problem częstego zgłaszania niedyspozycji by się powtórzył. Nigdy nie musiałam posuwać się dalej w swoich działaniach, czyli np. informować o problemie rodziców. Myślę, że te dziewczyny, które chciały sprawdzić, czy mam jakąś kontrolę nad zgłaszanymi niedyspozycjami, szybko przekonywały się, że mam i nawet jeśli w regularnych odstępach korzystały z prawa do niećwiczenia na lekcji w czasie miesiączki, to nie próbowały sztucznie wydłużać czasu niedyspozycji. Wychodzę z założenia, że więcej nauczę moich uczniów, kiedy będą przychodzili do mnie z radością, otwarci na to, że mogą nauczyć się czegoś nowego czy pokonać swoje kolejne bariery, a nie kiedy będą na moich lekcjach jedynie ze strachu przed otrzymaniem oceny niedostatecznej. Najbardziej stawiam też na własny przykład. Nie wyobrażam sobie przyjść na lekcję w jeansach (co niestety jeszcze niektórym nauczycielom się zdarza) i nie ćwiczyć z uczniami – i na tej samej lekcji wymagać, by dziewczęta, które nie czują się komfortowo (choćby psychicznie) – ćwiczyły w dni krwawienia miesięcznego. Myślę, że w każdej dziedzinie życia dobry przykład jest najlepszą formą motywacji i tego się trzymam. Zapewne działając według opisanej reguły nie uzyskamy 100% dziewcząt ćwiczących na naszych lekcjach podczas miesiączki i nie zmienimy podejścia wszystkich, które chcą oszukiwać nauczycieli. Ale podobno wyjątki potwierdzają regułę ;) A myślę, że zmieniając podejście na zaproponowane (lub pozostając przy swoim, jeśli było podobne), będziemy mieć do czynienia tylko z wyjątkami :) <hr> <p><sup>1</sup>A. Zarychta, "Projektowanie w procesie wychowania fizycznego", w: T. Maszczak (red.), "Edukacja fizyczna w nowej szkole", Warszawa, 2009, s. 82</p>