Blog Image

6 kwietnia 2019

SPRZĄTAJ PO SWOIM PSIE – TO ZA MAŁO

Żyjemy w mieście. Wielu z nas dodatkowo na zamkniętych osiedlach, bo takie są coraz popularniejsze. Zieleni coraz mniej, bo każdą wolną przestrzeń deweloperzy poświęcają na powstanie kolejnych bloków. Przynajmniej tak jest u nas, na warszawskiej Białołęce. Mimo że sytuacja miejskiej przestrzeni otwartej się zmienia – nie zmienia się chęć posiadania psów przez osoby mieszkające w blokach. Rozumiem to. W większości rodzin są dzieci, a te zwykle marzą o własnym czworonogu. Nie rozumiem natomiast, jak dorośli ludzie uczą swoje dzieci (nie)dbałości o czystość najbliższego otoczenia, bezpośrednio związaną z posiadaniem psa. Chyba na każdym osiedlu zamkniętym, a także na nieogrodzonych trawnikach przed wolnostojącymi blokami, widnieją zakazy wyprowadzania psów. W 100% zgadzam się z tym, że te trawniki, to nie jest miejsce na psie nieczystości. <br> <br> Sama miałam psa przez kilkanaście lat, w mniejszym niż Warszawa mieście, w bloku. Wokół było wiele terenów zielonych. Z wyjątkiem pierwszych kilku tygodni nauki psa załatwiania potrzeb poza domem, zawsze starałam się, by odejść z nim na trawniki położone po drugiej stronie osiedlowej drogi, bo to były bardziej dzikie łąki. Zachęcałam psa, by tam ze mną biegł, używałam też smyczy, by go tam podprowadzić bez wcześniejszego postoju i dopiero po oddaleniu się od bloków, puszczałam psa wolno. Pies nie zawsze zdążał tam ze swoją potrzebą, ale staraliśmy się, by tak było. Niestety w tamtych latach nie było jeszcze świadomości związanej ze sprzątaniem po swoim psie. Zero koszy, zero worków, większość sąsiadów wyprowadzała psy na trawniki. Dlatego i ja nie miałam wyrzutów sumienia, że mojemu psu czasem zdarzy się zrobić to i owo na trawnik, chociaż myślałam, że spalę się ze wstydu, gdy zdarzało się to w pobliżu okien sąsiadów. Nie było jednak czym sprzątnąć, ani gdzie wyrzucić, gdy już się zdarzyło w niewłaściwy miejscu. Pamiętam jednak, że już jako dziewczynka, nie mogłam pozwolić na to, by pozostawić kupę swojego psa na chodniku. To po prostu nie godziło się z moim minimum utrzymywania czystości w miejscach wspólnych. Mój pies zaliczył taką wpadkę może 2 razy, a ja pamiętam, jak owinięte w listki jego kupki przenosiłam na trawę ;) Potem wyjechałam na studia do Warszawy (a właściwie wróciłam do niej po kilkunastu latach od wcześniejszej przeprowadzki) i zobaczyłam osiedla z koszami na psie odchody, woreczki z łopatkami rozłożone przy skrzynkach na listy w klatkach schodowych. Byłam zachwycona taką świadomością i dbałością o czystość. Wkrótce pierwszy kosz pojawił się też na moim rodzinnym osiedlu w Tarnowie, więc każdorazowo, gdy przyjeżdżałam do domu, starałam się z niego korzystać (choć czasami niosłam zawiniątko przez pół spaceru – co czasem zachęcało do rezygnacji z bycia super dbającym o trawnik). Potem dowiedziałam się, że psie odchody w woreczkach można wrzucać także do zwykłych ulicznych koszy na śmieci oraz do tych przeznaczonych na odpady bio. ![sprzątaj po psie](/static/images/post_24/1.jpg) Teraz jestem w szoku. Mieszkam na warszawskim osiedlu zamkniętym, gdzie z każdego trawnika wystaje tabliczka z napisem o zakazie wyprowadzania psów. Zakaz działa tylko w tych miejscach, gdzie teren dodatkowo jest ogrodzony żywopłotem i pies po prostu nie za bardzo ma jak tam wejść, a już zwłaszcza pies na smyczy. We wszystkich klatkach schodowych rozłożone są darmowe woreczki na psie nieczystości. Jest kilka koszy. Zwykłych, ale są. Jednak zakazy na trawniku powinny nam coś uświadomić. To po prostu nie są miejsca do WYPROWADZANIA psa. Nie zaprowadzam więc tam swojego CELOWO! Wiadomo, to tylko pies, nie musi odróżniać trawy osiedlowej od innej, więc może zdarzyć mu się wpadka. I wtedy z pomocą przychodzą woreczek i kosz. Ale psia kupa na trawniku osiedlowym (a nawet jego mocz, zdobiący potem na żółto krzaczki) powinna się znaleźć tylko i wyłącznie jako wynik wpadki i zostać natychmiast posprzątana przez właściciela. Przecież nawet posprzątane kupy, zostawiają często ślady na trawie. Nie każdą da się zebrać w 100%. Dlatego **nie możemy sobie pozwolić na celowe wyprowadzanie kilkudziesięciu psów, kilka razy dziennie, na te same, wąskie skrawki trawy**. Potrzeba, byśmy wykształcili w sobie myślenie, że jeśli mieszkamy na osiedlu zamkniętym, wychodząc na spacer z psem, **chcemy biec nimi czym prędzej poza bramy osiedla**. Gdy zrobi kupę na pasie zieleni przy ulicy, możemy mieć pewność, że to miejsce jest ok, pod warunkiem, że od razu posprzątamy. Tam raczej żadne dziecko nie rozłoży się z kocykiem lub nie będzie próbowało grać w piłkę. Zielone trawniki przed blokami, to **tereny wspólne**. No i co z tego, że wspólne, skoro dziewczynki nie mają gdzie rozłożyć koca i pobawić się lalkami w dom, a chłopcy, grając w piłkę rzadko kiedy nie przynoszą rodzicom rozgniecionych kup na podeszwach swoich butów. Właściciel psa się nie przejmuje, bo on stoi sobie wygodnie na chodniku. Zastanawiam się, czy ma dzieci? Często tak, bo one postępują podobnie. Widzę dzieci na trzepakach nad betonowymi chodnikami, przed ekranami telefonów obok kolegów z podwórka, a potem… na zajęciach z sensoryki, w zamkniętych salach, do których prowadzące przynoszą mech, trawę, piasek… . Narzekamy na to, że nasze dzieci wolą spędzać czas przed komputerami, a może to my, jako dorośli, zabieramy im przyjazną przestrzeń do zabawy? No bo co jest przyjemnego w bieganiu pomiędzy psimi kupami z dużym ryzykiem wdepnięcia w nie? Lepiej w czystości posiedzieć przed komputerem. W większości nie możemy pozwolić sobie na posiadanie własnego ogródka w mieście. Ale czemu by nie pochodzić na bosaka po trawniku przed blokiem? A nie tylko raz w tygodniu, w weekend, gdy całą rodziną ruszymy do parku czy za miasto na polanę? Czemu pies może, a my ludzie nie? Sama bym wyszła przed blok poćwiczyć na bosaka. Ale tam kupa na kupie. W ubiegłe lato wyszłam przed blok z kocykiem, chcąc się tam pobawić z córeczką. Na zielonym skwerku wielkości ok. 20 x 30 m z trudem znalazłam **jedno** miejsce, by rozłożyć kocyk wielkości 1,5 na 1,5 metra! Nie mówiąc o tym, że z każdej jego strony w odległości ok. 0,5 m znajdowały się już inne kupy! :( ![sprzątaj po psie](/static/images/post_24/2.jpg) Mieszkam na parterze, gdy widzę osoby pozwalające wypróżniać się swoim psom tuż pod moim oknem, zawsze mam ochotę podać im przez okno woreczek, mówiąc: „Widzę, że pan/i zapomniał/a, a ja mam, to chętnie odstąpię” :) W tym roku już chyba będę tak po prostu mówić. Widziałam w internecie fajną akcję. Ktoś robił zdjęcia swoim sąsiadom, którzy nie sprzątali po swoich pupilach. Zdjęcia przedstawiały właściciela z psem robiącym kupkę. Takie zdjęcie było umieszczane tuż przy pozostawionej kupie. Na moim osiedlu mielibyśmy całkiem niezłą galerię zdjęć :D No ale zaraz powiedzą, że RODO i jeszcze gdzieś mnie pozwą. Szykuję więc na razie tabliczki z napisami: <br> <br> CHCIAŁYBYŚMY POSIEDZIEĆ NA KOCU, ALE KUPY TWOJEGO PSA NAM PRZESZKADZAJĄ <br> <br> CHCIELIBYŚMY POGRAĆ W PIŁKĘ, ALE PRZEZ KUPY TWOJEGO PSA NIE MAMY MIEJSCA <br> <br> CHCIAŁABYM POCHODZIĆ BOSO, ALE WSZĘDZIE SĄ KUPY TWOJEGO PSA <br> <br> Jeśli nadal nie przemawia do Was argument o części wspólnej, wyobraźcie sobie, że przyjeżdżacie ze swoim psem do znajomych, którzy mieszkają w domu z pięknym ogrodem. Sami nie mają psa, mimo to zgodzili się, byście przyjechali ze swoim. Mają za to kilkoro małych dzieci, które codziennie bawią się w ogrodzie. Czy, kiedy Wasz pies, prosi Was o wyjście z domu, wypuszczacie go po prostu do tego ogródka znajomych? A gdy zrobi kupę, po prostu ją im zostawiacie? W końcu to ich ogródek, niech sobie posprzątają. A może raczej w takiej sytuacji wyprowadzacie psa poza bramę? Niestety mieszkając na osiedlach zamkniętych zachowujemy się inaczej. A wspólne, nie oznacza przecież TYLKO moje. I tak zostawia się kupy tym dzieciom, które chcą się bawić na trawnikach, a na chodnikach tym starszym osobom z laskami, mamom z wózkami i niepełnosprawnym na wózkach – niech sobie je omijają. Osiedla mają swoje ekipy porządkowe. Chcemy, żeby ci ludzie kosili osiedlowe trawniki. Pewnie, niech koszą trawę razem z kupami, a potem myją kosiarki. Przecież gdyby omijali kupy, nie skosiliby prawie nic, a chcemy, no a jak nasz piesio zrobi potem kupę w chaszczach? Od razu myślę sobie o kolejnej tabliczce: <br> <br> SPRÓBUJ SAM SKOSIĆ TEN TRAWNIK, OMIJAJĄC KUPY TWOJEGO PSA <br> <br> Pamiętam, gdy mój pies był już u kresu swojego życia i nie chciał chodzić na dalekie spacery, ale na trawkę po drugiej stronie osiedlowej ulicy udało mi się z nim przejść. Nieopodal ze swoim psem spacerował nowy sąsiad, kilkuletni chłopiec, o którym mama wspominała mi, że zawsze sprząta po swoim dużym psie. Mój pies zrobił kupkę. I choć było to miejsce, w którym raczej nie powinna ona nikomu przeszkadzać, na trawce bardziej dzikiej, a do kosza było trochę daleko, w obecności tego chłopca poczułam się bardzo głupio z tą kupą na dzikim trawniku. Wiedziałam, że w kurtce, którą mam na sobie nie znajdę woreczka na tę kupę. Mimo to zaczęłam przeszukiwać jej kieszenie, sięgać także do kieszeni dresu i mamrotać do psa coś w stylu: kurcze, Flaber, worki zostały w innej kurtce (co zresztą było zgodne z prawdą). Na to chłopiec, który trochę mi się przyglądał, wyjął swój worek z kieszeni i powiedział radośnie, że on może mi pożyczyć :) Właściwie poczułam ulgę :) Podziękowałam i skorzystałam z woreczka. Wspomniałam coś o tym, że mało mamy koszy na kupy, a on na to wskazał mi ręką, gdzie blisko jest kosz typowo na psie kupy. Było to ok. 3 razy dalej niż zwykły kosz, z którego planowałam skorzystać, a który wydawał mi się być daleko… . Myślę, że postawa tego chłopca, musi być w dużej mierze zasługą jego super świadomych rodziców. I taką odpowiedzialność za swojego futrzaka to ja rozumiem! Jestem pewna, że zawstydzi jeszcze wiele razy niejednego dorosłego, jak i mnie zawstydził. ![sprzątaj po psie](/static/images/post_24/3.jpg) W każdym sklepie zoologicznym mamy teraz dostępne breloczki z minipojemniczkami, w których schowane są całe rolki woreczków na psie nieczystości. Woreczki są biodegradowalne, więc przyjazne dla środowiska. Szybko się rozłożą i nie będą zalegać na wysypiskach przez kilka pokoleń. Przypnijmy breloczek z pojemniczkiem do smyczy psa i miejmy zawsze przy sobie. Uświadommy sobie i przyjmijmy za własną zasadę, że SPRZĄTAJ PO SWOIM PSIE – nie wystarczy. NIE POZWÓL MU WYPRÓŻNIAĆ SIĘ WE WSPÓLNEJ PRZESTRZENI PUBLICZNEJ (oznaczonej zakazami lub nie, ale z podejrzeniem, że obok mieszkają choćby dzieci, chcące z niej skorzystać). Jeśli jednak tak się stanie – wtedy niezwłocznie po nim sprzątaj. Pamiętaj, że w mieście nie jesteś sam, a jeśli dobro innych Cię nie obchodzi, zadbaj o czysty trawnik po prostu dla siebie. Ostatecznie zarówno Ty, jak i Twój pies, możecie w coś wdepnąć, przy takiej ilości kup, jaka jest pozostawiana na miejskich trawnikach.