
17 marca 2019
JAK PRZEKONAĆ DZIECKO DO INHALACJI – 6 KROKÓW
Okres przejściowy: zimowo-wiosenny i jesienno-zimowy uważane są jednocześnie za okresy
chorobowe. Zmiany temperatury i wilgotności powietrza przyczyniają się do rozwoju chorób i częściej
niż w pozostałej części roku, otaczają nas osoby kichające i kaszlące, szczególnie dzieci.
Gdy choroba atakuje, sytuacja wygląda najgorzej u najmłodszych dzieci, gdyż zmorą potrafi być nie
tylko ich stan zdrowia, ale także leczenie. I tak, jak kilkumiesięcznym, niczego nieświadomym
niemowlakom, możemy znienacka zaaplikować np. wodę morską do noska, tak dzieciom, które
skończyły rok i potrafią skutecznie odpychać nasze dłonie, przekręcać się na wszystkie strony, a
nawet uciekać – trudno będzie pomóc zanim zdążą się temu sprzeciwić.
Pomijam już samą wizytę u lekarza (o tym, jak się do niej dobrze przygotować napiszę osobny
artykuł), bo ona jest jednorazowa. Chodzi raczej o aplikację środków medycznych, kilka razy dziennie,
przez kilka dni. Robienie tego na siłę, z niewspółpracującym dzieckiem, to może być prawdziwa
batalia i współczuję wszystkim (tak rodzicom, jak i dzieciom), którzy przez to przechodzili. Nie liczmy
na to, że roczniakowi czy dwulatkowi wystarczą nasze argumenty typu „to dla twojego dobra” lub
regularne podawanie lekarstw siłą, by w końcu nauczył się, że musi je przyjmować i zaakceptuje to,
mimo że będzie się bał lub będzie to dla niego nieprzyjemne. Nawet jeśli tak się stanie, będzie to
wynikało najprawdopodobniej ze strachu. Nie musi być jednak aż tak źle :) Mamy przecież zabawę :)
A ona jest najlepszą formą nauki i nie znam w tym temacie żadnego wyjątku :) Najmłodsze dzieci uczą
się głównie przez naśladownictwo. No to już wiemy, co robić :)
<br>
<br>
ZWALCZAMY TYPOWE OBJAWY – CZYLI KATAR I KASZEL
<br>
<br>
Najbezpieczniejszą dla małych nosków wydaje się być woda morska. Choć jej aplikacja jest raczej
bezbolesna – dzieci często się jej boją, nie uznając tego uczucia za przyjemne.
<br>
<br>
**Lale i misie**

Oprócz tego, że mama i tata też muszą wpuścić sobie wodę morską do swoich nosów (my używaliśmy
innego aplikatora do naszych), warto pokazać, w formie zabawy, że ulubione pluszaki i lale też dają
sobie wstrzyknąć spray do nosków. Misiowe „psik, psik”, tak spodobało się naszej Ali, że szybko
przejęła aplikator i sama przystawiała go do nosków ulubionych zabawek, mówiąc „psit, psit” :) Mimo
to, nie chciała dać sobie wpuścić kropelek i musiałam robić to raczej znienacka.
<br>
<br>
**Ulubiona zabawa w trakcie aplikacji**

Pewnego dnia, jak zwykle próbując wprowadzić córkę w klimat „psikania” do noska, zagadnęłam:
„Alusiu, choć, wpuszczę Ci psik psik do noska do jednej dziurki, a potem puszczę Ci bańki mydlane”
(córka je uwielbia). Nagle dziecko stanęło jak wryte i wręcz nastawiło nosek. Byłam w szoku!
Wstrzyknęłam szybko spray do pierwszej dziurki (zgodnie z nowo znalezioną wskazówką, by dotykać
aplikatorem bocznej ściany noska, a nie jego przegrody, która jest bardziej ukrwiona i unerwiona,
przez co rozpylanie wody w jej kierunku powoduje przykre uczucie u dzieci). Zgodnie z obietnicą
puściłam chmarę baniek, a potem szybko psik do drugiej dziurki. Jeszcze tylko raz, przy kolejnej
aplikacji opowiedziałam o jakiejś zabawce, którą będziemy bawić się w międzyczasie zakrapiania.
Potem już tylko mówiłam, że musimy szybko zrobić psik, psik i Ala sama siadała nadstawiając nosek.
Trochę nie wiem, jak to się stało. Bo sposób ze ścianką nosa sposobem, ale wcześniej trudno mi było
w ogóle przysunąć aplikator do Ali tak, by nie próbowała go odpychać. Może po prostu
potrzebowaliśmy wielu prób, ale za każdym razem, wytrwale zaczynając od zabawy. W końcu się
udało! :) Aspirator do udrażniania noska jest ciągle nieakceptowalny, dlatego spróbowałam pokazać
Ali jak samodzielnie wydmuchiwać katar. Ku mojemu zdziwieniu, bo udało jej się to zaledwie po kilku
powtórzeniach (zrobię wszystko, tylko nie ten aspirator ;) ), więc w sumie mamy problem z głowy.
<br>
<br>
**Wykorzystanie naturalnej ciekawości dziecka**

Co do kaszlu, pewnie niejedno z Was dostało od pediatry zalecenie inhalacji. A z tą bywa trudno, gdy
mamy do czynienia z dzieckiem, które już sporo rozumie i potrafi, ale wciąż nie tyle, by spokojnie
wytłumaczyć mu, że nie ma się czego bać, szczególnie kiedy urządzenie jest głośne. Wiedzieliśmy o
tym już przed pierwszą próbą użycia inhalatora, więc postanowiliśmy się dobrze zabawowo
przygotować na to wydarzenie.
<br>
<br>
<p>1. Przede wszystkim pozwoliliśmy Ali samej włączyć i wyłączyć urządzenie przyciskiem (ostatnio
wszystkie tego typu przyciski ją fascynują), jeszcze bez podłączania reszty aparatury, ażeby
trochę oswoiła się z dźwiękiem.</p>

<br>
<br>
<p>2. Dostała do rączek samą maskę. Pokazywaliśmy jej, jak przystawić ją do buzi, zachęcając, by
zrobiła to sama oraz prosząc, by pozwoliła nam to zrobić. Mogła także podotykać naszej,
większej maski.</p>

<br>
<br>
<p>3. Pokazaliśmy jej, gdzie wlewa się kropelki soli fizjologicznej (z obowiązkowym „kap, kap” –
krótkie odgłosy, które dziecko może powtarzać są KLUCZOWE w tego typu zabawach) i jak
przytwierdza się do siebie kolejne części inhalatora.</p>

<br>
<br>
<p>4. Włączyliśmy inhalator z przymocowaną większą maską, pokazując jak my się inhalujemy i
zachęcając, by Ala w tym samym czasie sama przystawiała sobie do buzi swoją maskę (mimo
że niepodłączoną).</p>

<br>
<br>
<p>5. Zamieniliśmy maskę w inhalatorze na małą (to spotkało się z największym oporem, nie
chciała nam pozwolić przymocować swojej; być może powinniśmy byli zacząć od razu od
małej). Po zmianie końcówki i włączeniu urządzenia, było już ok.</p>

<br>
<br>
<p>6. Po włączeniu inhalatora z przyczepioną małą maseczką, podaliśmy ją Ali do rączki,
zachęcając, by drugą spróbowała dotknąć wylatującej pary. (Robiliśmy inhalacje z soli
fizjologicznej, więc strata niewielka, a nawet gdyby to był droższy lek, to pewnie więcej
stracimy, gdy dziecko będzie usiłowało się wyrwać i wiercić na wszystkie strony.)</p>

<br>
<br>
Po tych 6 krokach Ala sama podniosła swoją maseczkę do buzi, tak, jak trzymała ją wcześniej
niepodłączoną.

Przejęłam ją od niej, aby trzymać ją prawidłowo, jednocześnie drugą ręką przytrzymując swoją
niepodpiętą maskę przy twarzy. I gotowe :)

Nawet się uśmiechała, powtarzała, co do niej mówię, np. spodobało jej się nowe słowo „para”, a gdy
zaczęłam śpiewać, to w maseczce śpiewała i ona :) Tak więc Drodzy Rodzice – wszystko jest do zrobienia,
niekoniecznie przymusem :) Wiadomo, że u chorego dziecka leki, to konieczność, ale jeśli trochę się
postaramy, wykorzystując zabawę, możemy konieczność zamienić w ciekawość i odsunąć precz
negatywne skojarzenia dziecka :)

